pestka-slonecznika blog

Twój nowy blog

Fetysz stóp.
Ciepło Twojego oddechu na mojej dłoni,
kiedy zasnąłeś siedząc ze mną przed komputerem.
Twoja coraz bujniejsza łysa czupryna.
Taka miękka.
Łaskotki pod brodą.
Szyja taka jak u Niego.
Wrażliwa.

Wszędobylskie paluszki- grzebiuszki.
I stopy rosnące w mgnieniu oka.

Każdy siedmiomilowy krok rozwojowy,
dla niewtajemniczonych nic nie znaczące
jakieś tam kroczki.
Dla nas kolejny wielki sukces,
kolejny etap w Twoim maleńkim życiu,
radośnie machający nogami,
próbując zarzucić je na kanapę.

Pachniesz ulotnym dzieciństwem.
Pachniesz dziecięcym „spokojem”.
Pachniesz nieziemską radością i kosmicznym płaczem.
Pachniesz flipsami.
Pachniesz miękkością skóry.
Pachniesz jak moje Szczęście.

Nie zawsze jest kolorowo.
Nie zawsze jest łatwo.
To jest jeden z trudów życia.
Życie gdzie łzy lecą,
a mimo to potrafię się uśmiechnąć.
Bo te oczy się przytulają.
Bo jestem bogatsza w nową sukienkę:)

W końcu. Biały kieł.

 

40 tygodni przeleciało jak torpeda.

Czas spędzony „na niczym”,

miał kilka swoich punktów odniesień.

Do ćwiczeń z brzuchatymi

i przyswajaniu kolejnych cennych informacji,

uśmiechów i fantów.

Ciągłego coś załatwiania.

Tak, ciucholandy to był mój drugi dom:)

Te małe ubranka.

Sukieneczki dla pierwszej damy,

sweterki i koszule dla Wiercika.

Przygotowywanie gniazda

z pełnym opanowaniem i wyczuciem czasu.

Na spokojnie i bez wariacji.

Jedzenie dla dwojga też dało efekt

w postaci pięknie wyglądającego brzuszka.

Nie licząc ostatniego kilograma,

który pojawił się na wadze

po „napatologicznych”” słabościach i ostatnich rozpustach.

Teraz można tylko śnić o kit kacie butter.

 

I nagle przeskok.

Jestem w innym świecie.

Ból sprawia, że fakt zniknięcia brzucha

jest niewidzialny.

Za to Ty jesteś już ze mną.

Twoja buźka tak ciepła i okrągła,

przytulająca się w pierwszych sekundach po pierwszym oddechu.

„Buźka mamo teraz pokażemy facetowi”.

Każde chwile, które chłoniemy

całymi sobą.

Oczko w Jego głowie.

Takie na maksa.

Serce codziennie wymalowane na twarzy.

Każdy uśmiech, grymas, płacz.

wszytko od Ciebie dla mnie.

Te Twoje moje oczy,

trójkątne paznokcie

i małe wielkie stopy.

 

Zaczynamy od nowa.

Nowa droga pełna wyrzeczeń,

obaw trosk

i życia czyimś życiem.

Decyzja podjęta na całe życie

 

Czemu jednak nie bociany?

Stawiamy kolejny krok.
Mimo, że chęci wielkie,
pragnienie dziecięcego uśmiechu.
Strach.
Odpowiedzialność jest lekko paraliżująca.

Czy jesteśmy wystarczająco dorośli?
Czy dziewczynka z liceum skończyła już etap szkolny?
Czy jesteśmy gotowi na poświęcenie?
Wyrzeczenia?
Na walkę z opadającą ciężką powieką?
W końcu nie jestem pierwsza.

A błyszczące oczy,
skopiowane geny, monosylaby,
słowa, zdania, śmiech.
Zrekompensują chyba wszystko.
Strach przed nowym i nieznanym.

Wiosna w środku zimy.
Styczniowe powietrze
pachnie zapowiedzią wiosny.
Wariactwo pogodowe.
Niedługo powietrze znowu będzie pachnieć
jak malinowa mamba.
Ale na krótko.
Eliza Orzeszkowa przywita nas zapachem świeżej farby.

Życie przewraca się do góry nogami.
Plany, założenia, priorytety,
zmieniają się jak w kole fortuny.
Gdzieś w tym wszystkim wiem,
że Twoja ręka leży na moim ramieniu,
zatrzymując przed kolejną kłodą.
Kładąc kolejny miękki dywan.
Tam na górze.
Ty.
W końcu serduszko dzięki Tobie.
Może gdzieś to wszystko było zaplanowane?
Układasz dla nas pomysł na życie.
„przecież nie zrobił by Tobie tego”.
„jesteś Aniołem”.

Pisząc to nie wiedziałam, że życie robi kolejny fikołek.
Równowaga w rodzinie?
Okruszek!

…a mimo tego, to nasz cel.
Chcemy spełniać marzenia
Chcemy nutki adrenaliny.
Chcemy lecieć do chmur,
do gwiazd.
I nadal cicho w to wierzymy.
Być może kosmos okaże się
być tak nie daleko.

Między nad Wisłą a nad stadionem narodowym.

Kolejny wielki krok
w tym odpowiedzialnym życiu.
Krok, który okaże się być dobrym lub nie.
Krok, który póki co przeraża.
Nie koniecznie zadowala.
Ale przeważa nad myślami,
bycia szarakiem
nic nie znaczącym dla reszty ludzkości.
Nad myślą kolejnych miesięcy
psychicznego nie zadowolenia i dyskomfortu.

Tu przynajmniej w morfologii z rozmazem brzęczą większe złotówki.

Nawet od jakiegoś czasu się wysypiam.
Cudowne!
Czym jest pół godziny wobec wieczności?- oj dużo!

Życie nas weryfikuje.
Sprawdza.
Po raz kolejny układając nowe scenariusze.
Już wiem, że co poniektórzy
nie sprawdzili się w gotowych scenariuszach.
Scenariuszach o wieloletniej zaufanej P.
„I bym teraz k…. nie miał ręki”

Są inne życiorysy, które były schowane ,
gdzieś tam z tyłu.
Ale sukcesywnie odkurzane.
Te chyba teraz owocują.

Plany na życie muszą poczekać.
Są priorytety, które może nie powinny być ważniejsze niż
Owoc Miłości.
Ale trochę się przesuną.
Chociaż chcę, ale się boję.
Obawiam, zastanawiam, wymyślam.

Ty rozumiesz, wspierasz, czekasz.
A ja biegnę za Tobą starając się dotrzymać kroku.

Z czasem ta pozytywna energia i chęć pracy bledną.
Życie weryfikuje pozytywne myślenie.
I radość pracy.
Bo ludzie są źli,
wredni, zawistni.
Każdemu się należy,
każdy co dobre DLA siebie,
a to co powinno być to tylko OD siebie.
Bo przecież są niższe szczeble,
nic nie warte.
Murzyny, które zrobią to za nich;
ja tu tylko sprzątam i poprawiam błędy.
Czyli nic nie robimy.

Wśród całej tej medycznej gromady
Jest jeszcze Ich trójka,
Na którą można liczyć i uśmiechnąć się szczerze.

A nie tak dawno,
12 godzin lotu po kolorowe sombrero.
On mi pokazał meksykańskie słońce.
I karaibską plażę.
Znowu potrzebuje odskoczni.

Rzeczywistość i szarość przed wiosną
przytłaczają.
Codzienność i monotonia.
Od daty do daty.
W czterech ścianach jak na wyjeździe?
Jest różnie.
Dopasowujemy się – tak brzmi ładniej.

Uczę się nie brać życia zbyt serio.
Trochę przez pryzmat przymrużonego oka.
Skutek jest przeróżny.
Głowa pani domu, bez pomysłu na obiad.

Wśród skarpetek zwiniętych razem
Nasze dziecięce śmiechy pod kołdrą przed snem
i pilnowanie zmywarki.

Pora na kolejne zmiany
On już rozwija skrzydła, a ja tkwię w miejscu.
Wiem, że dzięki Tobie jest dobrze,
dajemy radę
że z Tobą nie zginę.
Ale wiem też , że stać mnie na więcej.
Tak myślę.
Chyba.

S schowane pod zegarkiem.
Coś pewnego.
Coś na zawsze.
Dla Ciebie.

Biały welon w szafie i oczekiwanie na ostatnie wspomnienie.

Dzień za dniem,
dorosłość, która przepływa nam między palcami.
Kolejny tydzień pracy umowy na zastępstwo.

Wielka pomoc i życzliwość
wymieszana z jękiem,
bo pogoda znowu nie dopisała.
A mimo to czuję się innym człowiekiem.
Czemu?
Przecież ludzie wszędzie są tacy sami?
Źli, niecierpliwi i domagający się wszystkiego co najlepsze
tylko dla siebie.
A mimo to czuję, że jestem inna.
Taka jaką chciałam ostatnio być.
Uśmiech stał się moim przyjacielem.
Nawet wtedy gdy zegarek
wlecze się jak żółw,
do drzwi nikt nie puka,
a kolejki są już wpisane,
latają kulki z papieru
a w radiu leci Laskowski.

Nawał pracy nie przeraża,
stawia kolejne mobilizacyjne zadania,
którym chce stawiać czoła.
Telefon przestaje straszyć.

Biały fartuch z długopisami,
dodający trochę powagi
małej dziewczynce z warkoczem.

A dla Niego z czarnymi pończochami.

Czy mało ambitna praca może czynić człowieka szczęśliwym?

Do zobaczenia na głównym SORze.

Kolejny rok za nami.
Pięć lat w greckim stylu.
Pomimo wszelkich spięć
i kłótni,
nadal Razem.
Ramię w ramię.

Wykreślająć z listy
kolejne spełnione marzenia.
I choć może
nie zrealizujemy całej ,
to i tak spełnienie tych kilku
jest czymś nie do opisania.
Bo to przecież
jest możliwe.

Kiedy w uszach wciąż jeszcze brzmią
nuty i basy
przywiezione z wyspy.

Magic Island.
Touch the sky.
We touch.

Przeglądam zdjęcia.
Wiele wspomnień
i szczery uśmiech.
Było warto.

IBIZO, jeszcze wrócimy!

Turkusowa kokarda:)

Kochana, z czystym sumieniem mówię:
Jestem szczęśliwa!
Przez duże „S”.

Życie szykuje kolejne zimy,
Biodra przykryte bielą
w letni dzień.
Pieniążek w bucie
i niebieski akcent.

Dzień, w którym padnie
ostatnie, a zarazem pierwsze słowo.

Każdy kolejny dzień
wypełniony iskrą w oku
przeplataną z rachunkami za prąd.
Uśmiech przedzierający się
przez kłótnie,
pod nosem.
Chwile uniesień
po niedzielnym obiedzie.
grille
ogród
pies
szczoteczki do zębów
pełna pralka
popsute żelazko
praca do późna
wolne weekendy
ramiona tulące pod ciepłą kołdrą,
w zimowy poranek,
i spacerowe powroty z kolejnej imprezy.

Bo marzenia małej dziewczynki
o białej sukni księżniczki
w końcu się spełnią.

All I want for Christmas is You.

Dobrze jest mieć wyznaczone cele w życiu

Mieć obrany kierunek

do którego można dążyć.

I wytrwale spełniać to,

co się postanowiło.

 

Wielka radość przy zmniejszaniu się

cm odległości ku sukcesowi.

Zauważalne efekty

i myśl, że można,

że da się radę.

 

Małżeński tydzień.

Jak to jest być żoną na urlopie.

Jak to jest być mężem w pracy.

A potem wspólne wieczory,

pełne namiętnych spojrzeń,

piany na ciele,

drżących ciał

i wspólnych marzeń sennych.

 

Te oczy mi mówią,

że to właśnie Ty.


Miłość
zapisana w genach.

Każda oznaka
czułości na innym chromosomie.

Allele
warunkujące cechy dominujące- te pożądane,

i te recesywne,
które ujawniają się

tylko w
przypadkach określonego sprzężenia,

dwóch losowych,
negatywnych zachowań.

 

Pomimo
wychodzenia z poszczególnych regionów

chochlików
naszych charakterów,

które wciąż
układamy, dostosowujemy, wprowadzamy zmiany,

nasze
szarości, szybko przemieniają się w tęczę,

po której
razem biegniemy.

Smutek i łzy
obracają się w uśmiech i nasze „podśmiechujki”.

Bo znamy się
już na wylot.

 

Krocząc
trzymając Cię za rękę patrzę jak wiele się we mnie zmienia,

jak z małej
dziewczynki staję się kobietą.

Jak razem
poznajemy życie,

wszystkie
jego tajnki, zasady gry oraz skróty.

Wszystko co
nieznane, ciekawe i intrygujące

stoi przed
nami,

byśmy mogli
otwierać kolejne bramy przyszłości

i wędrować.

Nie tylko
oczami wyobraźni.


  • RSS