40 tygodni przeleciało jak torpeda.

Czas spędzony „na niczym”,

miał kilka swoich punktów odniesień.

Do ćwiczeń z brzuchatymi

i przyswajaniu kolejnych cennych informacji,

uśmiechów i fantów.

Ciągłego coś załatwiania.

Tak, ciucholandy to był mój drugi dom:)

Te małe ubranka.

Sukieneczki dla pierwszej damy,

sweterki i koszule dla Wiercika.

Przygotowywanie gniazda

z pełnym opanowaniem i wyczuciem czasu.

Na spokojnie i bez wariacji.

Jedzenie dla dwojga też dało efekt

w postaci pięknie wyglądającego brzuszka.

Nie licząc ostatniego kilograma,

który pojawił się na wadze

po „napatologicznych”” słabościach i ostatnich rozpustach.

Teraz można tylko śnić o kit kacie butter.

 

I nagle przeskok.

Jestem w innym świecie.

Ból sprawia, że fakt zniknięcia brzucha

jest niewidzialny.

Za to Ty jesteś już ze mną.

Twoja buźka tak ciepła i okrągła,

przytulająca się w pierwszych sekundach po pierwszym oddechu.

„Buźka mamo teraz pokażemy facetowi”.

Każde chwile, które chłoniemy

całymi sobą.

Oczko w Jego głowie.

Takie na maksa.

Serce codziennie wymalowane na twarzy.

Każdy uśmiech, grymas, płacz.

wszytko od Ciebie dla mnie.

Te Twoje moje oczy,

trójkątne paznokcie

i małe wielkie stopy.

 

Zaczynamy od nowa.

Nowa droga pełna wyrzeczeń,

obaw trosk

i życia czyimś życiem.

Decyzja podjęta na całe życie

 

Czemu jednak nie bociany?