pestka-slonecznika blog

Twój nowy blog

Uważąj czego sobie życzysz,
parę słów które stały się rzeczywistością.


do obrzydzenia.


ciągła walka ze snem.

a tam mimo, że duże miasto,
to miałam troche zieleni.
nie przytłaczał mnie zgiełk pędzącego życia,
ale dla równowagi było co innego.
może po prostu stałam się bardziej nerwowa?

zmieniam się,
tak czuję.
z każdej strony.

w głowie zaczynają otwierać się drzwiczki
z tabliczką ‚dorosłe życie’
wychodzą z nich sprawy,
które coraz bardziej dają o sobie znać mojej świadomości.

nie lubie wakacje.
ciągła pogoń za pieniędzmi
a tak mało czasu,
tego naszego.
gdzie sen przychodzi na początku filmu,
a potem mnie przytulasz.
Twoje drgające ciało mówi mi,że zasypiasz.

Plany, samolotowe plany na niebie,
przy każdym przelocie od jednej do kolejnej chmury
i dalej wciąż dalej.
2 tygodnie dla Zakochanych.




Czas mija
a gdzieś w tym wszystkim ja.
Ja i mój świat,
który ciągle się kręci wokól tego samego
studia studia studia.
Wszystko ustalone i ułożone pod ich kątem,
czas rodzielony pomiędzy kartkami książek
na relaks
kawałek seriali
dla Niego
czasem zostanie cos dla Przyjaciół.

Nawet magia świąt,
która wręcz bije po oczach z każdej strony
nie może przebic się przez tabun biologicznych słów w mojej głowie.
Prezenty kupowane gdzieś w chwili wytchnienia,
choinka będzie ubrana w pośpiechu,
a mikołaj wcale nie będzie miał siwej brody.
dobrze, że chociaż wogilia jest wolna.

Jedynie On, nasze małe oczko w głowie,
przyniesie nam trochę tych dziecięcych świąt.
Bo teraz wszystko bedzie dla Niego.

Czas ciągle gna,
kiedyś myśli krążyły wokół zabawy, śmiechu,
zwykłego nic nie robienia.
Dziś zaczynamy rysowac plany,
budujemy w myślach przyszłośc,
stajemy się częścią świata dorosłych.
A mimo to, nadal mam wrażenie,
że jestem tą dziewczynką z liceum,
która pisała liściki na lekcji,
i tą która przesiadywała wiosną na ławce przed szkołą.

On,
ten który daje mi uśmiech.
W którego ramionach znajduję ukojenie i spokój.
Który stawia na nogi i daje kolejne pokłady energii.
Ten.


Zgubiłam gdzieś słowa.

Poukładane myśli,

zdania.

 

Może dlatego, że jestem szczęśliwa?

I nie boję się o tym mówić.

 

Bo mam to, o czym marzyłam.

Czego od zawsze pragnęłam

Wszystko jest takie, jakie miało być.

Bo jest Ktoś, Kto Kocha.

Bo ja Kocham.

Kocham.

 

Życie wciąż mknie do przodu.

Coraz szybciej.

Widzę jak się zmieniam,

jak zmieniają się ludzie dookoła mnie.

A tak chciałoby się zatrzymać ten zegarek.

 

Wiele pytań jak będzie jutro,

pojutrze,

za rok,

za dwa.

Jeszcze później.

Są plany,

są marzenia.

Byle wszystko poszło po naszej myśli.

 

Zaczyna być widać zachody słońca,

coraz późniejsze i coraz piękniejsze.

 

 

 

Chcę znów nauczyć się być uparta.

być twarda

w postanowieniu.

i w wielu innych.

Udowodnić, że dam rade.

Konsekwentnie dążyć do celu.

wytrwale.

 

Guzik należy już do kogoś innego.

 

Znowu musze szukać,

gdzieś miedzy tym wszystkim

pokładów siły.

Cierpliwości.

Żeby znowu nie padać.

Stać,

mimo, że nogi drżą.

Że znowu nie wyszło,

i muszę się cofać.

Nauczyć się nie poddawać.

 

Kasztany które nie mieszczą się

i wypadają z kieszeni.

 

Czasem potrzeba chwili

by móc znowu czuć zapach nieba,

by móc wtulić się w Ramiona Wszechświata,

by móc zatracić się w wieczności,

i po raz kolejny wiedzieć, że niczego się nie żałuje

niczego nie jest szkoda.

Że wszystko jest na swoim miejscu.

Jest tak jak ma być.

Ideał.

 

Gdzieś na ścianie wisi

365 dni.

Każdy inny,

równie cenny.

Mnóżmy to razy znak

nieskończoności.

 

Zostały wspomnienia.

ciepłego słońca,

odbijającego się w tafli

przejrzystej wody.

I szczyty.

Zdobyte razem.

Rok.

Pełny  rok.

Niby nie wiele,

A zmieniło się dużo.

Oprócz pozostałości w formie

schizów, uważania, lekkiego bólu

ostrożnych szpilek, biegów na autobus,

czy guzika

jest dużo innych rzeczy które cieszą.

Tak naprawdę.

I potrafią wywołać uśmiech.

ten szczery.

 

Zrywając przetacznika

bodziszka czy kokoryczke wonną

drugą ręką trzymam Twoją dłoń.

Mój początek i koniec wieczności.

 

Spełniające się marzenia.

Święta mające inną moc.

Czarna perła, Giorgio Armani

PKS, sos czosnkowy, 3bit.

 

Niech buty dalej stoją w korytarzu.

 

tym razem prezentem na dzień matki jest kolano w jednym
kawałku.

 

Wspomnienie wilgotnego lasu.

Znalazłam ją
leżała na półce
całkiem niepozornie
a przecież to była
moja ulubiona książka
z niebieskim źrebakiem.
malowanki.
i szachy.
kupione z myślą o mnie.

z płatkami śniegu
wróciło wspomnienie bałwana
uśmiechającego się przez okno
z guzikami z kasztanów.
i połamana deska w sankach.

Zastanawiając się
czemu to miało służyć
jaki miał być tego cel?
żeby jeszcze bardziej
utwierdzić się w uczuciu
i mocno się przytulić.
zapewnić,że..
właśnie tak.

złapalam oddech
który gdzieś zgubiłam
między zeszytami.
przeplatany czerwoną obrożą
i miękką sierścią.

„kiedy słońce świeci cieplej niż zwykle
kiedy gwiazdy błyszczą mocniej niż zawsze
a księżyc szczepcze bajki na dobranoc
kiedy serce jest bardziej gorące niż kiedykolwiek
i bije mocniej
na dźwięk Twojego imienia”

koniec świata okazał się być nie tak daleko;)

Pochłaniam coraz więcej kawy
w każdym kubku topię co innego
Gregarine polymorphe, Bryopside,
Ascomycotina czy dziób zięby?

Odrywam liście mchom
a te bezczelne stawiają opór.

a między tym jeszcze NaOH śmierdzące grzybami
i pochodne funkcji
posypane filozofią.

do kompletu brakuje tylko
czekolady maturalnej-gorzkiej.

Zaczynam oglądać filmy przyrodnicze
narazie, „bo trzeba”.
a potem „bo chcę?”

Wciąż odkładana na później integracja
a mimo to można się już śmiać.
wymieniać notatkami
oblegać ksero
i rozmiawiać o kolorach lakierów do paznokci.

A gdzieś w tym wszystkim jest przecież równowaga.
i pierwszy zimowy spacer.
„bo musi być równowaga w przyrodzie”.
bo w tym wszystkim
dzień ma Jego imię
a noc jest wspomnieniem drżących kącików ust.

Kolano juz nie krzyczy.
Nauczyło się mówić.

Czekam,żeby 2 nie było przeklęte.

Nie wierzyłam Jej słowom

a jednak.

 

Pośród deszczowych dni

życie nabiera barw

i ma kolor brązowego misia

w pomarańczowym szaliku.

 

Wciąż wygrywana

ruletka przeczuć.

 

W kieszeniach znów przelewa się

jesień.

A babie lato chyba o nas zapomniało.

ukryło się gdzieś pod mokrym kasztanowcem.

 

Pora przestać bać się szczęścia.

Pora stawić mu czoło.

 

Zaczynają się otwierać

kolejne rozdziały w życiu.

Może też i pora na „dobrą kolejkę”. 

 

Upijam się widokiem brązowych Oczu.

 

„Bezchmurne niebo mam znów nad sobą…”

Już odliczam.
Czekam.
Czekam i odliczam
z wielkim uśmiechem
i oczami pełnymi wspomnień.
Na każdej rzęsie inne.
wodoodporne.

Zastanawiając się
od czego zacząć
a na czym kończyć.
Strach o nie wystarczającą ilość wieczorów
na nadrobienie takiej ilości czasu.
Ale wystarczy Twój uśmiech,
a słowa okażą się zbędne.

Wcale nie jest źle.
Przecież sama mówiłam
że do wszystkiego można się przyzwyczaić.
I da się nawet żartować.

Wśród linijek życia odnajduję te
o których na co dzień nie pamiętam.
a nawet o nich zapomniałam.

Co raz więcej rzeczy staje się jasne.
Co raz więcej sobie uświadamiam
i utwierdzam się w tym.
Życie pokazuje:
albo czarne
albo białe.
I realnie stawia przede mną fakty. 

Może pora nauczyć się prawdziwie żyć?
Żyć dla siebie.
Korba.

Fatalizm .?

Wiedza włożona w koszulki

ważona w kg.

Odstawiony magnez w kostkach.

 

I czarne nogi stojące przy brzegu łóżka

patrzyły się przypominając

że jeszcze mamy sporo czasu na wieczorne rozmowy.

I radość.

taka zwykła radość

szczera radość

niespodziewany Gość.

 

Nie będzie już zapachu kiszonego ogórka w torbie

i marmolady w kieszeni.

Motyli na okładkach zeszytów

i pajączków z wielkimi oczami.

 

Póki co

zastrzyki

tabletki

odwiedziny

gojące się siniaki na rękach

i zakrzepnięta krew.

 

Szary słoń w zielonej torbie

i zapach nektarynek na szpitalnym stoliku


  • RSS